o sztuce i innych zjawiskach
RSS
środa, 22 sierpnia 2007
Z głowy

 

Jak niedawno doniosło zdjęcie Sebastiana Cichockiego – dyrektora artystycznego Galerii Kronika w Bytomiu zamieszczone w kronice towarzyskiej Obiegu (ktore tu pozwalam sobie zacytowac), Sebastian dostał wezwanie na przesłuchanie do prokuratury. Sprawa sprzed ponad roku: wystawa Bad News w Kronice (kuratorki Joanna Zielińska i Magda Ujma) i praca Gumy Guar. Sprawa więc stara, ale aktualna, bo do przedawnienia jeszcze jakieś 24 lata (choć nie mam pewności). Napisałam wówczas komentarz - felieton, który nie został opublikowany. Może warto do niego powrócić, niezaleznie od tego, jak sprawa sie potoczy…

 

Z głowy

Znowu są poszkodowani. Informacje na drzwiach galerii, że wstęp dozwolony od lat 18 i na własną odpowiedzialność to dzisiaj już za mało. Teraz galerie powinny wieszać ostrzeżenia: grozi śmiercią lub kalectwem.

W bytomskiej Galerii Kronika otwarto wystawę Bad news. Podczas wernisażu czeska grupa Guma Guar powiesiła kolaż przedstawiający papieża Benedykta XVI trzymającego w wyciągniętej dłoni obciętą głowę Eltona Johna. Na ścianie obok widniał napis „wszyscy jesteście ciotami”.

Dzień później kolaż zdjęto. Pech chciał, że wernisaż zaplanowano przed wizytą papieża w naszym kraju. Nie miał on wprawdzie w planach zwiedzania galerii, ale i tak konsekwencje okazały się straszliwe. Na wernisaż przyszedł dziennikarz z lokalnej gazety Życie Bytomskie. Marcin Hałaś poczuł się obrażony i dał temu wyraz w artykule "Papież splugawiony" (22 maja 2006), w którym bił na alarm przed złą sztuką. Potem jeden z mieszkańców, członek „Bytomskiego Środowiska Wiernych Tradycji Łacińskiej” Artur Paczyna zgłosił zawiadomienie do prokuratury „w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia czynu wypełniającego znamiona przestępstwa określonego w art. 136 § 3 KK”. Mamy zatem do czynienia sytuacją z podobną, jak w przypadku Doroty Nieznalskiej: autor doniesienia pracy nie widział, ale się obruszył. Ja też jej nie pokażę (choć dysponuje fotką!) i to z dwóch powodów: by czytelnik rozbudził swoją wyobraźnię i mógł się legalnie obrazić.

W każdym kraju obywatel ma prawo, a nawet obowiązek (!) donieść do prokuratury, że podejrzewa, iż popełniono przestępstwo. Na tym polega demokracja, a taką postawę obywatelską należy tylko chwalić. Jeśli przykładowo sąsiadka ma brudny kołnierzyk, to każdy ma prawo podejrzewać, że mąż trzymał ją przez miesiąc w piwnicy, bił, głodził i gwałcił, a wiadomo, piwnica czysta nie jest, więc kołnierzyk byłby tu corpus delicti. Początkowo w prasie proponowano więc zastosowanie art. 196 KK dotyczącego znieważenia przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Problem w tym, że papież nie jest PRZEDMIOTEM CZCI, a tym bardziej miejscem obrzędów. Co innego paragraf 136, który mówi, że karze (…) podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej publicznie znieważa osobę określoną w § 1. Chodzi mianowicie o głowę państwa. Śmiem jednak zauważyć, że na kolażu były dwie głowy: oprócz głowy Watykanu, także głowa Eltona Johna. W historii (o czym wierni tradycji łacińskiej znający np. legendę o św. Wojciechu powinni wiedzieć) zdarzało się, że wrogowi ucinano głowę, a w celu znieważenia i ostatecznego pozbawienia honoru wystawiano ją na widok publiczny. Zatem nie mam pewności, która głowa powinna czuć się obrażona, ale rozumiem, że w tej sytuacji głowie Eltona Johna było by raczej wszystko jedno.

Co innego dziennikarz. Dziennikarz musi dochodzić prawdy. Więc Pan Marcin Hałaś na spotkaniu w Galerii Kronika kilka razy podkreślał, że kolaż nie jest prawdą, że tak wcale nie było. I nawet napisał: „Biały paliusz papieża pobrudzony jest krwią. Ojciec Święty, głowa kościoła katolickiego i – według naszej wiary – namiestnik Chrystusa został ukazany jako triumfujący morderca . (…) W imię wolności swojej wypowiedzi artysta nie ma prawa poniżać innych i najzwyczajniej podle kłamać”. No i ma świętą (sic!) rację: kolaż to wierutne kłamstwo. Bo Elton John - ten „pełny ostentacji homoseksualista” i „odmieniec” (cytaty z Hałasia) wciąż żyje i ma się parszywiec dobrze. A Papież Benedykt XVI przecież nigdy nie miał poplamionego paliusza.

Zawsze myślałam, że praca Gumy Guar z punktu widzenia sztuki jest taka sobie. Ale myliłam się! Odkryłam to dzięki Panu Hałasiowi. Oto przedstawiciel mediów wkroczył na wystawę analizującą język mediów i krytycznie odnoszącą się do poszukiwania sensacji. Nie spodziewał się, że grupa Guma Guar wystawiła czerwoną płachtę na dziennikarzy: sensację, która czekała jak serek na myszkę. Dziennikarz z gorącym newsem tak szybko wybiegł z galerii, że nie spostrzegł nawet, jak pułapka się zatrzasnęła. Kwieciście uplastycznił, zohydził i nastawiał wykrzykników, czym dał się złapać jak mucha na lep. Nie zauważył, że chcąc zdeprecjonować pracę Gumy Guar, nadał jej sens. Wniósł wkład w rozwój sztuki współczesnej i pomógł mi odkryć ukryte treści dzieła sztuki, za co pragnę mu serdecznie podziękować. Podziękowania niech przyjmie także „Bytomskie Środowisko Wiernych Tradycji Łacińskiej” za wkład w historię sztuki za odkrycie nowego nurtu w sztuce - „obrażania uczuć religijnych katolików oraz Ojca świętego - głowy państwa Watykan”.

Pewnie obok głowy Eltona Johna polecą także głowy dyrektora artystycznego galerii Sebastiana Cichockiego lub dyrekcji Bytomskiego Centrum Kultury. Wiernym Tradycji Łacińskiej przypominam, że dekapitacja (lub nadziewanie na pal) bliska była poganom (Rzymianie, Azjaci itd.); natomiast tradycji łacińskiej bliższe jest palenie na stosie i do tej tradycji powinni oni w akcie zemsty odwołać.

Ps. Po tej aferze w Kronice miała miejsce wystawa „Sztuka w służbie lewaków?”, zresztą pyszna. Wreszcie po jałowych dyskusjach coś z kolejnego – normalnego przecież w naszym kraju konfliktu - wynika. Jak sugerował już El Lissitzky - Czerwonym klinem uderz w białych. :-)

 

 

12:27, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Berlin - Kraków

Berlin i Kraków mają też cechy wspólne:

Za te rzeczy ich nie lubię:

A za te lubię:

To widok z mojego okna w Krakowie,

a to juz Berlin, nad Sprewa.

12:18, ichweissnicht
Link Komentarze (1) »
Nu pagadi zajec!
Nie wiem co to, ale podoba mi się.  Na chodniku, Berlin, okolice Chauseestr.

 

12:01, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Czas na dworcach

To zdjęcie zrobiłam na dworcu centralnym w Warszawie. Mam chyba podobne poczucie czasu:

A to na dworcu głównym w Berlinie. Bardzo je lubię, bo powstało zanim dworzec został uruchomiony. Nie ma tu ani reklam, ani ludzi, ani czasu. Wydaje się, jakby ten budynek był fantomowy, jakby w ogóle nie istniał. Tak pusty nie będzie on - jak śpiewał (deklamował) Linda - już nigdy, już nigdy …

11:58, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Dziwne

W Berlinie naprawdę jest dużo dziwnych rzeczy. Przykładowo – muzeum rzeczy oburzajacych. Niestety było zamknięte, więc nie napisze co jest w kolekcji. Ale nawet informacja na drzwiach była już na tyle dziwna, żeby mnie zaintrygować. Spróbuję tam kiedyś wrócić, jeśli trafię…

 

11:53, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Domofony

 

To moje ulubione zdjęcie. Najsłynniejszy berliński domofon. Prawdziwy, to nie jest fotomontaż :-) Obok są skrzynki pocztowe. Pracownie tej trójki artystów mieszczą się zaraz obok Hamburger Bahnhof, w dawnych magazynach, obok Rieckhallen. Tu powstała słynna kilkudziesięciotonowa kartonowa Grota Demanda, którą artysta po sfotografowaniu zniszczył. Podobno Eliasson kupił duży kompleks budynków w okolicach Pffeferberg, chce się wynieść z tej hali i tam założyć centrum i pracownie dla artystów.

A to już praca Thomasa Demanda, Klingelschild (Domofon). Jak to u Demanda, - nieprawdziwy, kartonowy.

Co do tych okolic natomiast, tuż obok, w starej hali spedycyjnej ma niebawem powstać centrum galerii. Hala mieści się na tyłach Rieckhallen, dokładnie przy kanale, przy Heidestr. gdzie do niedawna nie było nic oprócz warsztatów samochodowych i hurtowni i nawet nikt oprócz taksówkarzy nie wiedział ponoć gdzie ta ulica się znajduje. Sprowadzą się tu galerie z Nowego Jorku i Londynu (no i z Berlina np. Kristian Jarmuschek z Mitte), a zarządza tym firma Vivico handlująca nieruchomościami, która na remont tej hali wyda ponoć 1.7 mil. euro. Tutaj też będzie pokazywana kolekcja berlińskiego przedsiębiorcy Haralda Frischa.

Na razie hala się remontuje, ale po drugiej stronie ulicy miedzy warsztatami samochodowymi są od niedawna trzy galerie: Spielhaus Morrison, Galerie Schuster i Fruehsorge – Galerie für Zeichnung (galeria specjalizujaca sie w rysunku). Wszystko wskazuje na to, że niebawem cały „Kunstviertel” przeniesie się z Mitte właśnie tu. Przynajmniej wygodnie, bo to wszystko znajduje się 300 m od dworca głównego.

11:46, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Trzy stare fotki

Trochę archiwaliów. Kilka fotografii z Hamburger Bahnhof z pokazów nowych nabytków kolekcji Marx. Pokazy odbywały się w rożnym czasie, toteż tu zbieram je razem:

Obrazy Wilhelma Sasnala:

..Zbiegniewa Rogalskiego:

... i instalacja Sławomira Elsnera:

 

11:32, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
Nieznane nowohuckie binole
Na razie blog będzie miał więcej zdjęć niż tekstów. Sporo spraw wyciągnę z mojego archiwum, bo tam czekały na nie-wiadomo-co, odłożone ad acta. Trochę powspominam, o kika spraw się upomnę.

Kiedyś chyba Łukasz Gorczyca pisał o binolach, słynnych rzeźbach z Biennale Form Przestrzennych w Elblągu. Potem Michał Woliński w Piktogramie upomniał się o rzeźby z warszawskiej przelotówki – ul. Kasprzaka, które pozostały po Biennale rzeźby w metalu z 1968 r. Przy tej okazji Michał przypomniał też inne tego typu wydarzenia jak Sympozjum Artystów i Naukowców Sztuka w zmieniającym się świecie w zakładach azotowych pod Puławami, czy Warsztaty Tworzyw Sztucznych w Ustce, czy Konstrukcja w procesie.

Tak, czy owak, pejzaż polski usiany jest tu i ówdzie metalowymi rzeźbami, które jeśli tylko przetrwały czas i rdzę albo zbieraczy złomu, przypominają o tamtych czasach i tamtej sztuce. Nie inaczej było w Krakowie. W Nowej Hucie do dziś stoi wiele takich rzeźb. Te na dużych skwerach są bardziej znane, ale na pierwszych „ekskluzywnych” nowohuckich osiedlach jak os. Willowe ostały się schowane w krzakach i wtapiające się w pejzaż kapitalne rzeźby. Nie znam autorów i daty powstania. Jeśli ktoś zna, niech podzieli się tą informacją.

Ta „abstrakcyjna” choinka dziś kryje się wśród zieleni i pewnie dlatego jeszcze nie wylądowała na złomie. Dziś w Nowej Hucie jest dużo drzew, ale na początku to miasto było kompletnie ich pozbawione, co widać czasem na archiwalnych fotografiach. Taka metalowa choinka musiała zapewne pełnić rolę substytutu drzewa. Musiało to niesamowicie wyglądać…

A tu inna abstrakcja - rzeźba z metalu, os. Willowe, Nowa Huta.

11:23, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2007
O seksie i dzieciach, czyli co wolno a czego nie

Czasami przekroczenie granicy o 80 km zaskakuje zmiana sposobu myślenia. Bo co w ojczyźnie jest nie do pomyślenia, tu sie propaguje. W Berlinie trwa kampania na rzecz rodzin która prowadzona jest w zaskakująco odmienny sposób niż w Polsce. Otóż o ile u nas jest to kościelno prawicowa kampania negatywna typu "nie usuwać nienarodzonych dzieci!" - dodajmy tych dzieci, które są niechciane, nieoczekiwane, o tyle tu promuje sie wizerunek rodziny zachęcając do "robienia" owych dzieci. Co ważne - do CHCIANYCH dzieci :-) Najciekawsze są reklamy zachwalające potencjalnym lub obecnym ojcom to, jak fajnie jest być ojcem. (ciekawe, dlaczego nie ma reklam dla matek ;-) I rzeczywiście, strasznie dużo facetów pcha tu wózki. Widziałam np. Turka w sklepie przy stoisku z jedzeniem dla dzieci. Mial na sobie nosidełko a w środku niemowlaka. To w tej zamkniętej społeczności o wybitnie patriarchalnej strukturze dość wyjątkowy widok. Ale wracając do rzeczy: Reklamy propagujące życie rodzinne wiszą w całym mieście. A to debaty telewizyjne o przyszłości narodu, a to artykuły tytułowe w magazynach dla młodych ludzi o nowej generacji berlińskich ojców. Jak w Tip.:

Albo o tym, ze miłość jest wtedy, kiedy tata gotuje i ze trzeba więcej czasu poświęcać dzieciom:

Albo "temat tygodnia - dzieci są przyszłością":

Na mnie wprawdzie te reklamy nie działają i nie mam zamiaru zostać ojcem ;-))) ale oglądam je z zainteresowaniem. Oni w pewnym sensie maja tu problem, bo jak tak dalej pójdzie to w wyniku przesiedlania sie innych nacji do Niemiec naród ten wyginie w przeciągu stu lat ;-) Rodziny "auslanderów" to rodziny wielodzietne, Niemki ponoć trudno namówić choćby na jedno... (tak słyszałam).

Kolejna kampania pozytywna z okolic seksu to kampania prezerwatyw: Na stacjach metra wisza aktualnie zdjęcia kolorowych prezerwatyw nałożonych na wszystkie znane mi warzywa i owoce (od - naturalnie - bananów po cukinie, gruszki, śliwki, bakłażany, szparagi i wszystko, co tylko jest w spożywczym). Podpis na plakatach to "mach mit", a nie negatywny w stylu: "jeśli nie chcesz zarazić sie hiv to musisz używać prezerwatyw". Ot, różnice w polityce społecznej. Pytanie w tej zagadce brzmi: jaka polityka jest bardziej skuteczna? Nawet dzieci wiedza, ze jeśli sie czegoś zabroni, to jest to bardziej kuszące, atrakcyjne (plus filozofia typu "na złość mamie odmrożę sobie uszy"). Po prostu polityka mówienia "nie rob", polityka ZAKAZÓW NIE DZIAŁA!

Z ciekawostek donoszę tez, ze tutejsza stacja Kabel 1 robiła eksperyment. Z jednej wsi w Niemczech wysłała wszystkie kobiety na wakacje zostawiając samych facetow z dziećmi i domami na głowach na tydzień.: "Mannern allein daheim" (Mężczyźni sami w domu) to tytuł programu. Faceci ponoć wariowali, nie umieli obsługiwać pralek itd., czytałam ze jakieś dantejskie sceny sie działy. :-) No to ja proponuje panów z prawej strony politycznej w Polsce tez do takiego survivalu namówić.

15:21, ichweissnicht
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 sierpnia 2007
nawiasem mówiąc

Idziemy z Laurą do metra. Przechodzimy przez park. Na trawniku stoi rzeźba. Nie wierzymy własnym oczom: rzeźba Moniki Sosnowskiej. Nawiasem mówiąc - rzeźba zamieniona na toaletę publiczną. - No nie! To już jest przegięcie! Gdybym miała bloga, pokazałabym to na zdjęciu - mówię. - To załóż! - mówi Laura. - No dobra. Adam tez mnie namawiał...


Monika Sosnowska, Ruiny, 2005. Berlin 2007


I rzeźba z drugiej strony... Widać ze już wcześniej była pomalowana sprayem, co zostało usunięte, zresztą nieudolnie, jakimś zmywaczem. Ale szybko rzeźba doczekała sie następnych napisów, bo o grafitti to chyba za dużo by tu było mówić...


A tak wyglądała pierwotnie. Pozostałe trzy części tez już w zasadzie można spokojnie zabrać ze sobą w charakterze "pamiątki z Berlina" bo i tak sztyfty, na których są zamontowane są już mocno poluzowane...
No wiec zrobiło mi sie przykro. Rzeźba Moniki stoi w parku Monbijoupark w Mitte. Stanęła tam w związku z impreza o dziwnej nazwie "Look @ me". Trwa ona do 1 września. Tutaj znajdziecie pdf z opisem http://www.ikm.fu-berlin.de/4_masterstudium/lookatme_leporello.pdf. Biora w imprezie udział ciekawi artyści jak Monika wlasnie czy np Robert Barta albo Jeppe Hein, ale reszta... szczerze mówiąc mijając takie "STATUY jak Wilifred Fitzenreiter myślałam ze to jakiś żart dla turystów. Prześledziłam idee tej imprezy i nie wiem nadal o co chodzi. Kolejne zdjęcia znajdziecie tu http://www.ikm.fu-berlin.de/4_masterstudium/praxisprojekt_08.html
Tak naprawdę "spraye" na rzeźbie Moniki Sosnowskiej mnie nie dziwią, bo to w końcu kawałek dobrej, gładkiej i czystej jeszcze ściany. Dla grafficiarzy wymarzona sprawa, zwłaszcza, ze ściana w znienawidzonym szpitalno-korytarzowym kolorze. No i w sumie nie mam im tego za złe. Na ich miejscu zrobiłabym to samo. Szkoda tylko, ze to nie jakieś lepsze grafitti... sporo tu fajnych rzeczy na mieście sie widzi. Na przykład takie:


To by dopiero było ekstra, gdyby Banksy wrzucił coś na rzeźbę Moniki Sosnowskiej! No, rozmarzyłam sie...
Ale z użytkowaniem rzeźby jako zasłonki do toalety, czyli po prostu regularnym jej obsikiwaniem jej to już inna sprawa. Chamstwo jest jak widać wszędzie i nikt nie ma na to wpływu. No ale najbardziej irytujące jest to, ze rzeźbę po prostu rozkradziono. Strasznie to smutne...
(przepraszam za problem z polskimi czcionkami)
17:11, ichweissnicht
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4