|
Archiwum
Ostatnie wpisy
|
czwartek, 13 maja 2010
Gra w rynek sztuki
Hubert Czerepok i Peter Niemann
Hubert Czerepok, Sebastian Menedez, Survivors of the White Cube, 2003
Peter Niemann, Kunstmarkt Spiel W zbożu
Pawel Althamer i Milenko Matanovic
Pawel Althamer, Ścieżka, 2007, Skulpture Projekte Münster, źródło fot. http://www.culture.pl/en/culture/artykuly/os_althamer_pawel
Milenko Matanovic (OHO group). String Bending Wheat. 1970. zdjecie po prawej.
niedziela, 14 marca 2010
Obiecane nowości
Torsten Selin i Maurycy Gomulicki Inspiracja dla Torstena Selina jest Hans Bellmer i kwiaty, dla Maurycego Gomulickiego - mandale (www.pinknotdead.blox.pl). Zdjecia Torstena Selina (ur. 1972 w Jenie, pracuje i mieszka w Berlinie) pochodzą z serii „FLOWERS“
Torsten Selin, Arabiafelix, 2005, lambda print duratrans, acryl, glas, 80x80. Fot. courtesy of Komet-Berlin (http://www.komet-berlin.de)
Torsten Selin, Spacegate, 2005, lambda print duratrans, acryl, glas, 80x80. Fot. courtesy of Komet-Berlin (http://www.komet-berlin.de)
Torsten Selin, Vanda4, 2005, lambda print duratrans, acryl, glas, 80x80. Fot. courtesy of Komet-Berlin (http://www.komet-berlin.de) I pussy mandale Maurycego:
Maurycy Gomulicki, Pussy Mandala 02, fot. materialy prasowe 6. Biennale Fotografi, Poznan. Maurycy Gomulicki (ur 1969) mieszka i pracuje w Warszawie i Meksyku. Współpracuje z galerią Leto. www.leto.pl
Takie rzeczy, cz 1. Reaktywacja
Po stu latach zdecydowalam się na reaktywację blogu. Kilka lat temu napisałam tekst o "takich samych" pracach różnych artystów, który to tekst pozwolę sobie poniżej przytoczyć. Zjawisko odkrywania "takich samych" prac nie opuscza mnie do dziś i stąd właśnie decyzja o pokazywaniau tego fenomenu na blogu. Prosze mnie dobrze zrozumieć. Moim celem nie jest wytykanie artystom, że ktoś z kogoś "zrzyna." Wrecz przeciwnie. Uważam to za bardzo interesujace zagadnienie, którego źródła nie zawsze należy szukać w kopiowaniu. Najnowsze odkrycia nastąpią w kolejnym wpisie. Nie obiecuje regularnosci w postach. Ucieszę sie, jeśli będziecie dosyłać kolejne przykłady.
Takie rzeczy się zdarzają
Konsternacja i terror oryginalności Dziś powinniśmy już zrezygnować z budowania hierarchii na podstawie pierwszeństwa wykonania (1) czy aluzji o kopiowaniu cudzych pomysłów. Wręcz przeciwnie: już samo powstanie takich prac może być wystarczającym dowodem, że ich twórcy nie mieli świadomości istnienia podobnych. Bo potencjalne ujawnienie takich zbieżności jest dla artystów wstydliwe, mało kto chciałby się do tego przyznać. To rodzaj wstydu sztuki. A i tak później, przy bliższej analizie okazuje się, że założenia i punkt wyjścia takich prac był inny, inna jest też ostateczna wymowa. To co jednak jest dla nas frapujące i jednocześnie zdumiewające, to powtórzenie formy wizualnej, albo metody (koncepcji) lub treści (przekazu). (2)
Katarzyna Kozyra, Womans Bathouse, 1997, video installation, © K. Kozyra www.katarzynakozyra.com
Tacita Dean, Gellert, 1998, 16 mm video, © Tacita Dean, courtesy Presentation House Gallery, Vancouver Jednym z najczęściej przytaczanych (3) przykładów jest Łaźnia Katarzyny Kozyry (1997) i video Gellert Tacity Dean (1998) (4) - obydwa realizowane zresztą w tej samej łaźni w Budapeszcie, a także - również Katarzyny Kozyry - Piramida zwierząt (1993) i Love Saves Live Maurizio Cattelana (1995) (5). Ale przykładów jest o wiele więcej. Gdy Daniel Rumiancew pokazał na wystawie w CSW video Flow (2005) (6) jeden z widzów poinformował go o istnieniu filmu Chantal Michel pt. Aus nahen und fernen Gärten (1998) (7).
Chantal Michel, Aus nahen und fernen Gärten, 1998, video. © Chantal Michel www.chantalmichel.ch W obydwu kobieta staje na głowie, jej spódnica opada i zakrywa głowę. - Wtedy bardzo się przejąłem, byłem zdenerwowany. Ambicją "awangardowego" artysty jest to, żeby nie powtarzać wcześniejszych pomysłów. To z czasów awangardy pokutuje w nas parcie na nowość i odkrywczość, tymczasem jest tylu artystów i taki wyścig pomysłów, że wcześniej czy później ktoś to zrobi. Takie rzeczy się zdarzają, bo żyjemy w globalnej wiosce. Być może najrozsądniej robią ci, którzy się tym nie przejmują. Wystarczy, że część prac jest świeża i odkrywcza, a z powtarzaniem pomysłów trzeba się pogodzić. To nieuniknione - mówi Rumiancew. Podobne przykłady można mnożyć.
Zuzanna Janin Fight (Walka), 30 min. video © Zuzanna Janin
Salla Tykkä, Power, z 1999 r. © Salla Tykkä Film Zuzanny Janin I Love You Too (8) z 2001 r. jest zaskakująco zbieżny z video Finki Salla Tykkä z 1999 r. pt. Power.(9) Na obydwu artystki walczą na ringu z profesjonalnym sportowcem (Janin walczy z Przemysławem Saletą). Obydwie musiały się przygotować i ćwiczyć do nierównej walki kobiety z mężczyzną. Janin jest ubrana, Tykkä walczy z odsłoniętym torsem, jeden film jest kolorowy drugi czarno-biały. Gdy Jesper Alvaer w trakcie Biennale w Pradze oprowadza wycieczki po praskim China Town - gigantycznym targowisku z produktami ze wschodu (Collective Non-Hereditary Memory 2, 2005) (10), Kobas Laksa organizuje wycieczki na warszawski Stadion Dziesięciolecia (2005) i wprowadza w hermetyczny świat Wietnamczyków (11). Oczywiście, Alvaer i Laksa wtedy nic o sobie nie wiedzieli.
Jan Bauer, Bilder mit Kreisen, 2005, courtesy: Galerie Seppi; FS contempotary art gallery; Artmbassy Berlin http://www.artmbassy.com/kuenstler.html Jan Bauer, który maluje swój cykl Obrazów z kółkami (2005) (12) na podstawie gazetowych zdjęć, nie zna malarstwa Marcina Maciejowskiego. Oskar Dawicki realizuje Projekt detektywistyczny (2002) (13) mimo, iż dwadzieścia lat wcześniej podobny zrobiła Sophie Calle (The Shadow 1981/2001) (14) Gdy Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga realizują projekt Plan (2003) (15) Alain Paiement jest już po ukończeniu serii Living Chaos (2000-2001) (16).
Alain Paiement, Living Chaos, 2000-1002, © artist, courtesy Presentation House Gallery
Aneta Grzeszykowska, Jan Smaga, Plan 8, Krasińskiego 10/154, 2003, c-print, dibond, 152x135, © artists, courtesy Galeria Raster Dwaj inni artyści w podobnym czasie poddają się działaniu halucynogenów: Geremy Shaw notuje to w video DMT (17) (2004), Paweł Althamer przeżywa Tak zwane fale oraz inne fenomeny umysłu (2003-2004, wspólnie z Arturem Żmijewskim).
Jeremy Shaw, detail from DMT, 2004 8-monitor video installation, fot. Presentation House Gallery, Vancouver
Pawel Althamer, Hipnoza, 2003 , z cyklu "Tak zwane fale oraz inne fenomeny umysłu", 2003-2004 , © P. Althamer O dziwo to najczęściej widzowie a nie artyści posądzają o plagiat. Na forum "Obiegu" Piotr Parda zostaje posądzony o plagiat rysunku Marka Raczkowksiego (18). Parda wyjaśnia, że wcześniej nie widział rysunku Raczkowskiego.
Marek Raczkowski (fot. za www.obieg.pl)
Piotr Parda (fot. za www.obieg.pl) Parda Przywołuje też podobne przypadki ze swojego doświadczenia, jak zbieżność jego prac z obrazami Laury Paweli (seria obrazów Windows) i dodaje: wiem, że nasze pomysły nałożyły się na siebie bezwiednie. Jednak niektórych artystów zbyt duża liczba owych zbieżności irytuje. W 1974 r. Teresa Murak spaceruje Krakowskim Przedmieściem w płaszczu z rzeżuchy, w 1991 r. Heather Acroyd przechadza się po Londynie w płaszczu z trawy ( Tiger Grass Coat) (19). Gdy spojrzeć na rzeźby w ziemi Benoit Tremsal (20) trudno ponownie nie pomyśleć o Murak: Rzeźbie dla Ziemi w Sammlung Hoffmann w Berlinie (1996) (21) czy projekcie z 1975 r. (22) Kolejne analogie zachodzą między pracami Teresy Murak i Jarosława Kozakiewicza (23). Zdarza się i odwrotnie: gdy Teresa Murak chce przywrócić miastu utraconą przyrodę ( Dzieła lęgną się w szczelinach rzeczywistości, 2005) siejąc zasiewy między pasami ruchu i szczelinach między płytami chodnikowymi, egzotyczne rośliny (palmy i bambusy) zasadzone przez Titę Giese na wysepkach skrzyżowań Hamburga i Berlina są już duże (np. projekt Pflanzenisneln) (24). Skąd bierze się tak podoba wrażliwość? Jak to się dzieje, że niewykończone domy jednorodzinne zafrapowały jednocześnie Nicolasa Grospierra ( Niewypłacalni, 2003-2005) (25) i Konrada Pustołę (2005) (26)? Dlaczego Nicolas Grospierre i Ola Kolehmainen poszukują geometrii na fasadach bloków i budują fotograficzne abstrakcje na podstawie modułów architektonicznych (Grospierre, Kolorobloki (27), 2005/6, i Kolehmainen - seria fotografii, realizowana od 2001 r. (28))? Budynek Palast der Republik inspiruje kilku artystów do podobnych prac: Tacitę Dean ( Palast, 2005, video), Ryuji Miyamoto ( Palast der Republik, 2004, c-print), Caroline von Grone ( Palast der Republik 2 , 2005 olej, płótno), aż wreszcie Hamburger Bahnhof w Berlinie organizuje wystawę pt. Palast der Republik (29). Z jakiego powodu Małgorzata Markiewicz projektuje połączone ze sobą włóczkowe ubrania, choć niedługo przedtem podobne rzeczy frapują Rosemarie Trockel ( Yvonne, 1997)? Dlaczego fotografie Olivo Barbieri (30) i Miklosa Gaála (31) bazują na takiej samej koncepcji? Najbardziej zaskakujące są projekty przekraczające kultury. Gu Xiao Ping w serii Chińska siła (2000) (32) podobnie jak Zofia Kulik w Archiwum gestów (1987-1991) analizuje język gestów (i propagandy), dociera do sedna symbolu budując alfabet ciała. Kulik ustawia modela na czarnym tle, podobnie Gu Xiao Ping buduje kompozycje z kilku nagich modeli powtarzających gesty z chińskich pomników. Zjawisko "myślenia kompatybilnego" czy równoległych, niezależnych rozwiązań prawdopodobnie wynika z kilku przyczyn. Choćby z prostego rachunku prawdopodobieństwa, co przy obecnej liczbie artystów ma prawo się zdarzać. Jednak głównym powodem jest chyba język wizualny, kody obrazów, którymi się posługujemy i mnogość obrazów, które do nas docierają. Owo samorzutne przenikanie obrazów działa na zasadzie osmozy (ściślej - osmozy odwróconej). Wchłaniamy je stale, zewsząd, bez końca i początku, bez selekcji i pamięci o źródle. Oglądając dużo sztuki wchłaniam wiele obrazów i one we mnie pozostają. Nigdy nie wiadomo kiedy się ujawnią, być może wtedy gdy będę robił swoją prace. Ale wtedy nie pamiętam już o źródle - mówi Daniel Rumiancew. O nadmiarze obrazów, które przepływają obok nas w nigdy dotąd niespotykanej ilości pisano już wielokrotnie. Paradoksalnie im jest ich więcej, tym bardziej są schematyczne, mają bowiem charakter fraktalny, cechuje je samopodobieństwo, każda kolejna część przypomina całość. To, co widzimy jest tym samym, co wcześniej widzieliśmy. Kolejne nawiasy i piramidalne rozgałęzienia budują w naszej pamięci gramatykę na podobieństwo gramatyki języka, porównań czy schematów językowych. Poszczególne metody czy - jak można by je nazwać - strategie widzenia są niczym alfabet, którym się posługujemy chcąc przekazać jakąś treść (33). Język ten utrwalają i doskonale kolportują media i Internet, przekracza on granice kulturowe, staje się ponadczasowy i tym bardziej uniwersalny, im łatwiejszy jest przepływ informacji. Prowadzi do wytworzenia w pamięci kalek czy kanonów widzenia. Kalki te są powszechne, przypomnijmy sobie ile razy widzieliśmy fotografię spracowanych dłoni lub twarzy zoranej zmarszczkami. Niektóre zdarzenia mają wręcz swój przepis: jak przedstawić koszmar wojny i tragedię ofiar? Najlepiej fotografując rozpaczającą matkę z martwym dzieckiem na rękach lub ofiarę z lufą przystawioną do głowy. Każdy z nas widział takich fotografii kilka; do takiej poetyki chętnie odwołuje się fotografia prasowa (jej ukoronowaniem jest coroczna wystawa World Press Photo, na której znakomicie widać pewne kanony patrzenia). Wówczas doznajemy czegoś w rodzaju déja vu, wydaje się nam, że ten obraz rozpoznajemy. Owszem, taki sam, lecz nie ten sam. Takie rzeczy, cz 2
Strategie widzenia: dziwaczność, przypadkowość, nieobecność, typologia i archiwizacja Innym, chętnie używanym kryterium estetycznym - zwłaszcza w fotografii - jest "przypadkowość". Niby-to-nieudane zdjęcia (34), prześwietlone, krzywe, z wszelkimi niedociągnięciami technicznymi, pobrzmiewa amatorskimi fotami z imienin u cioci. Ale jest bardziej dekadencko: zamiast pozującego szwagra - pozostałości na stołach, kompromitujące plamy na obrusie, fragment nogi w brudnym adidasie i flash odbity w szybie. Prozaiczne "dokumenty" codzienności. Zdjęcia które udają, że są obiektywne bo wykonane przypadkowo czyli bez selekcji motywu, lecz ich przypadkowość jest zaaranżowana, czasem scenograficzna. Zdjęcia, które udają, że zrobiły się same. Porzuciliśmy estetyczność wprost, delektujemy się jej subwersją. Pozorna przypadkowość zyskuje atuty malowniczości i dekadencji. Wybiegające z kadru dziecko sprawia pozory łapania "ulotności chwili", pełna popielniczka sprawia wrażenie kosmosu, śmieci na krawężniku zmieniają się alegorię chaosu, a pozostałości po hucznej imprezie w pejzaż ewokujący poczucie zniszczenia czy zagrożenia, a nawet w pejzaż apokaliptyczny. Uwagę przyciąga też nieobecność. Miejsca puste, czy raczej opuszczone: dawne budynki państwowe, nieużywane hotele, uzdrowiska, puste przystanki, zdewastowana architektura przemysłowa, miejsca, które momenty świetności maja już za sobą, z przypisaną genetycznie nieuchronną klęską. Wzbudzają poczucie tęsknoty i żal niespełnienia, zapewne podobne do tych, które odczuwali romantycy patrząc na antyczne ruiny. Pewnie dlatego wielu artystów zwiedziło pół świata tropiąc relikty świetności minionych epok, dziś tak znakomicie i malowniczo puste, ewokujące poczucie nieobecności i klęski wiary w przyszłość. Kolejnymi masowo wykorzystywanymi strategiami są dość pokrewne: typologia i archiwizacja. Ich celem jest budowanie archiwum rzeczywistości czy konstrukcja jednej z wersji historii. Metoda ta zachowuje wszelkie pozory obiektywizmu materiałów źródłowych i dokumentów. Jej atrakcyjność polega między innymi na budowaniu narracji o charakterze naukowym, poglądowym, z którymi się nie dyskutuje, które są udowodnione i niepodważalne. Wielki wpływ na ich rozpowszechnienie mieli Berndt i Hilla Becher później zaś Gerhard Richter i jego Atlas. (35) Dziś tysiące fotografów rejestrują np. widok z okna o tej samej porze przez cały rok, bloki z wielkiej płyty, architekturę przemysłową, przystanki, wnętrza mieszkań, robotników jakiejś fabryki, mieszkańców jakiegoś miasteczka czy choćby przedmioty osobistego użytku albo zawartość torebek koleżanek z pracy. Budują katalog rzeczywistości i trzeba przyznać, że jest to jedna z najpopularniejszych i najatrakcyjniejszych metod postrzegania otoczenia, bo sortowanie pomaga porządkowaniu, daje też iluzję objęcia całości, budowania pełnego menu czy pełnego asortymentu elementów występujących w przyrodzie. Typologia stała się celem samym w sobie, metodą budującą narracje jak np. w pracach Petera Pillera, który buduje grupy z fotografii gazetowych (np. z archiwów wydawnictw). Sam algorytm stał się treścią.
Marzenia o wolności od wpływów Jesteśmy zakładnikami sposobów widzenia i nadmiaru obrazów, które w nas pozostają. To wina i - jednocześnie - zasługa nieustannego strumienia obrazów zapadających w pamięć, często bez naszej wiedzy i zgody oraz w zależności od stopnia empatii. Nie zapamiętane dosłownie, ale zapisane w metodzie patrzenia, w języku wizualnym. To, jak świadomi jesteśmy ciągłych powtórek i cytatów tylko kwestia pamięci, która tyleż pomaga co ogranicza: Pamięć jest moim nieszczęściem. (...) Nic jej nie zniszczy. Moja pamięć jest jak potężna machina, przechowująca i przywołująca bez przerwy utracone lata i twarze. (...) Pamięć wypełnia mnie całego, nieomal dławi, przywołując bezustannie obrazy dnia i obrazy nocy. Cóż to za zła obfitość, przytłaczająca mnie, nawet gdy śpię. Pamięć zapuściła korzenie w całym moim ciele, najmniejsza rana, najmniejsze draśnięcie przywołuje nadmiar obrazów. (39) Dlatego prymat oryginalności czy wstyd przed powtórzeniem nie powinien już determinować oceny dzieła sztuki w takim stopniu, jak miało to miejsce dotychczas. Takie rzeczy się zdarzają i musimy się z tym pogodzić. Dziś nie wypada nawet mówić, że wszystko już było. Bo było już nawet mówienie, że wszystko już było. Dlatego być może najlepiej na przerabianiu "awangardowej traumy" wyszli artyści z grupy Azorro, którzy w filmie Wszystko już było (2002) z właściwym sobie poczuciem humoru przeżywali intelektualne "katusze", próbując wymyślić coś, czego jeszcze nie było. Wyspowiadanie się z terroru oryginalności przyniosło im zbawienny dystans, uwolniło od obowiązku i poczucia winy. Są niewinni. Tekst opublikowany w katalogu wystawy "Antyfotografie", Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu, 11.5-10.6.2007 Przypisy prosze zobaczyc ponizej. Takie rzeczy - przypisy
Przypisy:
czwartek, 29 maja 2008
Poszukuję 5 pilnych mężczyzn
Baaardzo dawno nie pisałam już ani słowa na blogu. Dobrze, że komputer zapamietuje hasła, bo ja juz nie wiem jakie jest moje do bloga. Ale są takie rzeczy które po prostu potrafią wstrząsnąć człowiekiem tak, że nie można zostać obojętnym. Ogłoszenie o pracę w dobrej dzielnicy Berlina na budzie z kiełbaskami: "SZUKAM: 5 pilnych mężczyzn albo jedną kobietę. Poważnie: szukam sprytą, słowną kobietę z berlińskim talentem do sprzedaży jako Curry-Mamsell". Bez komentarza.
czwartek, 31 stycznia 2008
Warszawa w Berlinie
Fundacja Bęc Zmiana prezentuje artyści: Bas van Beek, Daniela Brahm, Pavel Büchler, Caner Büyükgökmen, Yane Calovski, Lawrence English, Cevdet Erek, Bjorn Hegardt, Little Warsaw, Rainer Ganahl, Scott Hayes, Hristina Ivanoska, Wolfgang Mahler, Antje Majewski, Nikoleta Marković, Marko Mäetamm, Hatake Nakemura, Ahmet Ögüt, Anu Pennanen, Khaled D. Ramadan, Markku Peltola, Sean Snyder, Nedko Solakov, Franziska Wicke, Florian Zeyfang Ostatni dzwonek
Krzysztof Zieliński, Millennium School. Piątek, 1 luty. Wernisaz od 18.00 do 21.00. Plus 7 innych wystaw jak: E. Havekost czy Dan Perjovschi. Zapraszam
niedziela, 27 stycznia 2008
|