|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Takie rzeczy, cz 2
Strategie widzenia: dziwaczność, przypadkowość, nieobecność, typologia i archiwizacja Innym, chętnie używanym kryterium estetycznym - zwłaszcza w fotografii - jest "przypadkowość". Niby-to-nieudane zdjęcia (34), prześwietlone, krzywe, z wszelkimi niedociągnięciami technicznymi, pobrzmiewa amatorskimi fotami z imienin u cioci. Ale jest bardziej dekadencko: zamiast pozującego szwagra - pozostałości na stołach, kompromitujące plamy na obrusie, fragment nogi w brudnym adidasie i flash odbity w szybie. Prozaiczne "dokumenty" codzienności. Zdjęcia które udają, że są obiektywne bo wykonane przypadkowo czyli bez selekcji motywu, lecz ich przypadkowość jest zaaranżowana, czasem scenograficzna. Zdjęcia, które udają, że zrobiły się same. Porzuciliśmy estetyczność wprost, delektujemy się jej subwersją. Pozorna przypadkowość zyskuje atuty malowniczości i dekadencji. Wybiegające z kadru dziecko sprawia pozory łapania "ulotności chwili", pełna popielniczka sprawia wrażenie kosmosu, śmieci na krawężniku zmieniają się alegorię chaosu, a pozostałości po hucznej imprezie w pejzaż ewokujący poczucie zniszczenia czy zagrożenia, a nawet w pejzaż apokaliptyczny. Uwagę przyciąga też nieobecność. Miejsca puste, czy raczej opuszczone: dawne budynki państwowe, nieużywane hotele, uzdrowiska, puste przystanki, zdewastowana architektura przemysłowa, miejsca, które momenty świetności maja już za sobą, z przypisaną genetycznie nieuchronną klęską. Wzbudzają poczucie tęsknoty i żal niespełnienia, zapewne podobne do tych, które odczuwali romantycy patrząc na antyczne ruiny. Pewnie dlatego wielu artystów zwiedziło pół świata tropiąc relikty świetności minionych epok, dziś tak znakomicie i malowniczo puste, ewokujące poczucie nieobecności i klęski wiary w przyszłość. Kolejnymi masowo wykorzystywanymi strategiami są dość pokrewne: typologia i archiwizacja. Ich celem jest budowanie archiwum rzeczywistości czy konstrukcja jednej z wersji historii. Metoda ta zachowuje wszelkie pozory obiektywizmu materiałów źródłowych i dokumentów. Jej atrakcyjność polega między innymi na budowaniu narracji o charakterze naukowym, poglądowym, z którymi się nie dyskutuje, które są udowodnione i niepodważalne. Wielki wpływ na ich rozpowszechnienie mieli Berndt i Hilla Becher później zaś Gerhard Richter i jego Atlas. (35) Dziś tysiące fotografów rejestrują np. widok z okna o tej samej porze przez cały rok, bloki z wielkiej płyty, architekturę przemysłową, przystanki, wnętrza mieszkań, robotników jakiejś fabryki, mieszkańców jakiegoś miasteczka czy choćby przedmioty osobistego użytku albo zawartość torebek koleżanek z pracy. Budują katalog rzeczywistości i trzeba przyznać, że jest to jedna z najpopularniejszych i najatrakcyjniejszych metod postrzegania otoczenia, bo sortowanie pomaga porządkowaniu, daje też iluzję objęcia całości, budowania pełnego menu czy pełnego asortymentu elementów występujących w przyrodzie. Typologia stała się celem samym w sobie, metodą budującą narracje jak np. w pracach Petera Pillera, który buduje grupy z fotografii gazetowych (np. z archiwów wydawnictw). Sam algorytm stał się treścią.
Marzenia o wolności od wpływów Jesteśmy zakładnikami sposobów widzenia i nadmiaru obrazów, które w nas pozostają. To wina i - jednocześnie - zasługa nieustannego strumienia obrazów zapadających w pamięć, często bez naszej wiedzy i zgody oraz w zależności od stopnia empatii. Nie zapamiętane dosłownie, ale zapisane w metodzie patrzenia, w języku wizualnym. To, jak świadomi jesteśmy ciągłych powtórek i cytatów tylko kwestia pamięci, która tyleż pomaga co ogranicza: Pamięć jest moim nieszczęściem. (...) Nic jej nie zniszczy. Moja pamięć jest jak potężna machina, przechowująca i przywołująca bez przerwy utracone lata i twarze. (...) Pamięć wypełnia mnie całego, nieomal dławi, przywołując bezustannie obrazy dnia i obrazy nocy. Cóż to za zła obfitość, przytłaczająca mnie, nawet gdy śpię. Pamięć zapuściła korzenie w całym moim ciele, najmniejsza rana, najmniejsze draśnięcie przywołuje nadmiar obrazów. (39) Dlatego prymat oryginalności czy wstyd przed powtórzeniem nie powinien już determinować oceny dzieła sztuki w takim stopniu, jak miało to miejsce dotychczas. Takie rzeczy się zdarzają i musimy się z tym pogodzić. Dziś nie wypada nawet mówić, że wszystko już było. Bo było już nawet mówienie, że wszystko już było. Dlatego być może najlepiej na przerabianiu "awangardowej traumy" wyszli artyści z grupy Azorro, którzy w filmie Wszystko już było (2002) z właściwym sobie poczuciem humoru przeżywali intelektualne "katusze", próbując wymyślić coś, czego jeszcze nie było. Wyspowiadanie się z terroru oryginalności przyniosło im zbawienny dystans, uwolniło od obowiązku i poczucia winy. Są niewinni. Tekst opublikowany w katalogu wystawy "Antyfotografie", Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu, 11.5-10.6.2007 Przypisy prosze zobaczyc ponizej. niedziela, 14 marca 2010, ichweissnicht
|