o sztuce i innych zjawiskach
Blog > Komentarze do wpisu
Takie rzeczy, cz 1. Reaktywacja

Po stu latach zdecydowalam się na reaktywację blogu. Kilka lat temu napisałam tekst o "takich samych" pracach różnych artystów, który to tekst pozwolę sobie poniżej przytoczyć. Zjawisko odkrywania "takich samych" prac nie opuscza mnie do dziś i stąd właśnie decyzja o pokazywaniau tego fenomenu na blogu.

Prosze mnie dobrze zrozumieć. Moim celem nie jest wytykanie artystom, że ktoś z kogoś "zrzyna." Wrecz przeciwnie. Uważam to za bardzo interesujace zagadnienie, którego źródła nie zawsze należy szukać w kopiowaniu.

Najnowsze odkrycia nastąpią w kolejnym wpisie.

Nie obiecuje regularnosci w postach. Ucieszę sie, jeśli będziecie dosyłać kolejne przykłady.

 

Takie rzeczy się zdarzają

 

Konsternacja i terror oryginalności
Komu nie zdarzyło się popaść w konsternację nad czyjąś pracą, która jako żywo przypominała nam dzieło kogoś zupełnie innego? Taki sam pomysł, niemal identyczne ujęcie, zaskakująco podobny efekt... Konsternacja szybko przeradzała się w podejrzenia, te zaś w niesmak: jak można tak ściągać, to już naprawdę przesada… W podpisach nerwowo szukamy dat, by ustalić kto był pierwszy. Tego drugiego posądzamy o brak inwencji i niemoralność, bo przyłapywanie kogoś na niecnym procederze kopiowania jest dyskomfortem, a przede wszystkim budzi podejrzenia, że chciano nas oszukać. Swoje odkrycie z dezaprobatą oznajmiamy światu lub kurtuazyjnie milczymy, ale niesmak pozostaje. Co jednak, gdy uczucie owej konsternacji powraca zbyt często? Ba, jeśli przeradza się w stan przewlekły a nawet patologiczny? Co, jeśli oglądanie "takich samych" prac budzi w nas przekonanie o spiskowej teorii dziejów lub podejrzenia o własną nadwrażliwość albo wręcz obsesję? Stan ten jest dowodem, iż ulegliśmy modernistycznemu terrorowi oryginalności, obowiązkowi nowatorskości. Dziś jednak nie ma już obrazów, których wcześniej nie widzieliśmy. Nie ma sensu już wręczać pałeczek pierwszeństwa, nie wyjdziemy poza gramatykę obrazów już zobaczonych czy doświadczonych. Nikt nikogo nie kopiuje. To obrazy kopiują się same, artyści są matrycami do ich powielania.

Efekt osmozy

Uczucie to znakomicie znają twórcy reklam. Niektórzy twierdzą nawet, że pomysły "wiszą w powietrzu" albo, "leżą na ziemi", wystarczy po nie sięgnąć. Jeśli ty tego nie zrobisz, ktoś inny zrobi to za ciebie - mawiają. Także w sztuce przypadki "takich samych" prac zdarzają się nagminnie. Nie chodzi tu o świadome naśladownictwo przekraczające granice inspiracji (choć granica ta trudna jest do ustalenia). Nie o świadome powoływanie się na poprzedników w cytatach, pastiszach, hommage; także nie o szkolne zadania studentów malujących np. tę samą martwą naturę. Chodzi o te przypadki, gdy dwie osoby wpadają na taki sam pomysł i realizują prace zaskakująco analogiczne. Tak podobne, że wydaje się, że to niemal niemożliwe. A jednak.

Dziś powinniśmy już zrezygnować z budowania hierarchii na podstawie pierwszeństwa wykonania (1) czy aluzji o kopiowaniu cudzych pomysłów. Wręcz przeciwnie: już samo powstanie takich prac może być wystarczającym dowodem, że ich twórcy nie mieli świadomości istnienia podobnych. Bo potencjalne ujawnienie takich zbieżności jest dla artystów wstydliwe, mało kto chciałby się do tego przyznać. To rodzaj wstydu sztuki. A i tak później, przy bliższej analizie okazuje się, że założenia i punkt wyjścia takich prac był inny, inna jest też ostateczna wymowa. To co jednak jest dla nas frapujące i jednocześnie zdumiewające, to powtórzenie formy wizualnej, albo metody (koncepcji) lub treści (przekazu). (2)

Katarzyna Kozyra, Womans Bathouse, 1997, video installation, © K. Kozyra www.katarzynakozyra.com

Tacita Dean, Gellert, 1998, 16 mm video, © Tacita Dean, courtesy Presentation House Gallery, Vancouver

Jednym z najczęściej przytaczanych (3) przykładów jest Łaźnia Katarzyny Kozyry (1997) i video Gellert Tacity Dean (1998) (4) - obydwa realizowane zresztą w tej samej łaźni w Budapeszcie, a także - również Katarzyny Kozyry - Piramida zwierząt (1993) i Love Saves Live Maurizio Cattelana (1995) (5). Ale przykładów jest o wiele więcej. Gdy Daniel Rumiancew pokazał na wystawie w CSW video Flow (2005) (6) jeden z widzów poinformował go o istnieniu filmu Chantal Michel pt. Aus nahen und fernen Gärten (1998) (7).

Chantal Michel, Aus nahen und fernen Gärten, 1998, video. © Chantal Michel www.chantalmichel.ch

W obydwu kobieta staje na głowie, jej spódnica opada i zakrywa głowę. - Wtedy bardzo się przejąłem, byłem zdenerwowany. Ambicją "awangardowego" artysty jest to, żeby nie powtarzać wcześniejszych pomysłów. To z czasów awangardy pokutuje w nas parcie na nowość i odkrywczość, tymczasem jest tylu artystów i taki wyścig pomysłów, że wcześniej czy później ktoś to zrobi. Takie rzeczy się zdarzają, bo żyjemy w globalnej wiosce. Być może najrozsądniej robią ci, którzy się tym nie przejmują. Wystarczy, że część prac jest świeża i odkrywcza, a z powtarzaniem pomysłów trzeba się pogodzić. To nieuniknione - mówi Rumiancew. Podobne przykłady można mnożyć.

Zuzanna Janin Fight (Walka), 30 min. video © Zuzanna Janin

Salla Tykkä, Power, z 1999 r. © Salla Tykkä

Film Zuzanny Janin I Love You Too (8) z 2001 r. jest zaskakująco zbieżny z video Finki Salla Tykkä z 1999 r. pt. Power.(9) Na obydwu artystki walczą na ringu z profesjonalnym sportowcem (Janin walczy z Przemysławem Saletą). Obydwie musiały się przygotować i ćwiczyć do nierównej walki kobiety z mężczyzną. Janin jest ubrana, Tykkä walczy z odsłoniętym torsem, jeden film jest kolorowy drugi czarno-biały. Gdy Jesper Alvaer w trakcie Biennale w Pradze oprowadza wycieczki po praskim China Town - gigantycznym targowisku z produktami ze wschodu (Collective Non-Hereditary Memory 2, 2005) (10), Kobas Laksa organizuje wycieczki na warszawski Stadion Dziesięciolecia (2005) i wprowadza w hermetyczny świat Wietnamczyków (11). Oczywiście, Alvaer i Laksa wtedy nic o sobie nie wiedzieli.

Jan Bauer, Bilder mit Kreisen, 2005, courtesy: Galerie Seppi; FS contempotary art gallery; Artmbassy Berlin http://www.artmbassy.com/kuenstler.html

Jan Bauer, który maluje swój cykl Obrazów z kółkami (2005) (12) na podstawie gazetowych zdjęć, nie zna malarstwa Marcina Maciejowskiego. Oskar Dawicki realizuje Projekt detektywistyczny (2002) (13) mimo, iż dwadzieścia lat wcześniej podobny zrobiła Sophie Calle (The Shadow 1981/2001) (14) Gdy Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga realizują projekt Plan (2003) (15) Alain Paiement jest już po ukończeniu serii Living Chaos (2000-2001) (16).

Alain Paiement, Living Chaos, 2000-1002, © artist, courtesy Presentation House Gallery

Aneta Grzeszykowska, Jan Smaga, Plan 8, Krasińskiego 10/154, 2003, c-print, dibond, 152x135, © artists, courtesy Galeria Raster

Dwaj inni artyści w podobnym czasie poddają się działaniu halucynogenów: Geremy Shaw notuje to w video DMT (17) (2004), Paweł Althamer przeżywa Tak zwane fale oraz inne fenomeny umysłu (2003-2004, wspólnie z Arturem Żmijewskim).

Jeremy Shaw, detail from DMT, 2004 8-monitor video installation, fot. Presentation House Gallery, Vancouver

Pawel Althamer, Hipnoza, 2003 , z cyklu "Tak zwane fale oraz inne fenomeny umysłu", 2003-2004 , © P. Althamer

O dziwo to najczęściej widzowie a nie artyści posądzają o plagiat. Na forum "Obiegu" Piotr Parda zostaje posądzony o plagiat rysunku Marka Raczkowksiego (18). Parda wyjaśnia, że wcześniej nie widział rysunku Raczkowskiego.

Marek Raczkowski (fot. za www.obieg.pl)

Piotr Parda (fot. za www.obieg.pl)

Parda Przywołuje też podobne przypadki ze swojego doświadczenia, jak zbieżność jego prac z obrazami Laury Paweli (seria obrazów Windows) i dodaje: wiem, że nasze pomysły nałożyły się na siebie bezwiednie. Jednak niektórych artystów zbyt duża liczba owych zbieżności irytuje. W 1974 r. Teresa Murak spaceruje Krakowskim Przedmieściem w płaszczu z rzeżuchy, w 1991 r. Heather Acroyd przechadza się po Londynie w płaszczu z trawy ( Tiger Grass Coat) (19). Gdy spojrzeć na rzeźby w ziemi Benoit Tremsal (20) trudno ponownie nie pomyśleć o Murak: Rzeźbie dla Ziemi w Sammlung Hoffmann w Berlinie (1996) (21) czy projekcie z 1975 r. (22) Kolejne analogie zachodzą między pracami Teresy Murak i Jarosława Kozakiewicza (23). Zdarza się i odwrotnie: gdy Teresa Murak chce przywrócić miastu utraconą przyrodę ( Dzieła lęgną się w szczelinach rzeczywistości, 2005) siejąc zasiewy między pasami ruchu i szczelinach między płytami chodnikowymi, egzotyczne rośliny (palmy i bambusy) zasadzone przez Titę Giese na wysepkach skrzyżowań Hamburga i Berlina są już duże (np. projekt Pflanzenisneln) (24).

Skąd bierze się tak podoba wrażliwość? Jak to się dzieje, że niewykończone domy jednorodzinne zafrapowały jednocześnie Nicolasa Grospierra ( Niewypłacalni, 2003-2005) (25) i Konrada Pustołę (2005) (26)? Dlaczego Nicolas Grospierre i Ola Kolehmainen poszukują geometrii na fasadach bloków i budują fotograficzne abstrakcje na podstawie modułów architektonicznych (Grospierre, Kolorobloki (27), 2005/6, i Kolehmainen - seria fotografii, realizowana od 2001 r. (28))? Budynek Palast der Republik inspiruje kilku artystów do podobnych prac: Tacitę Dean ( Palast, 2005, video), Ryuji Miyamoto ( Palast der Republik, 2004, c-print), Caroline von Grone ( Palast der Republik 2 , 2005 olej, płótno), aż wreszcie Hamburger Bahnhof w Berlinie organizuje wystawę pt. Palast der Republik (29). Z jakiego powodu Małgorzata Markiewicz projektuje połączone ze sobą włóczkowe ubrania, choć niedługo przedtem podobne rzeczy frapują Rosemarie Trockel ( Yvonne, 1997)? Dlaczego fotografie Olivo Barbieri (30) i Miklosa Gaála (31) bazują na takiej samej koncepcji?

Najbardziej zaskakujące są projekty przekraczające kultury. Gu Xiao Ping w serii Chińska siła (2000) (32) podobnie jak Zofia Kulik w Archiwum gestów (1987-1991) analizuje język gestów (i propagandy), dociera do sedna symbolu budując alfabet ciała. Kulik ustawia modela na czarnym tle, podobnie Gu Xiao Ping buduje kompozycje z kilku nagich modeli powtarzających gesty z chińskich pomników.

Zjawisko "myślenia kompatybilnego" czy równoległych, niezależnych rozwiązań prawdopodobnie wynika z kilku przyczyn. Choćby z prostego rachunku prawdopodobieństwa, co przy obecnej liczbie artystów ma prawo się zdarzać. Jednak głównym powodem jest chyba język wizualny, kody obrazów, którymi się posługujemy i mnogość obrazów, które do nas docierają. Owo samorzutne przenikanie obrazów działa na zasadzie osmozy (ściślej - osmozy odwróconej). Wchłaniamy je stale, zewsząd, bez końca i początku, bez selekcji i pamięci o źródle. Oglądając dużo sztuki wchłaniam wiele obrazów i one we mnie pozostają. Nigdy nie wiadomo kiedy się ujawnią, być może wtedy gdy będę robił swoją prace. Ale wtedy nie pamiętam już o źródle - mówi Daniel Rumiancew. O nadmiarze obrazów, które przepływają obok nas w nigdy dotąd niespotykanej ilości pisano już wielokrotnie. Paradoksalnie im jest ich więcej, tym bardziej są schematyczne, mają bowiem charakter fraktalny, cechuje je samopodobieństwo, każda kolejna część przypomina całość. To, co widzimy jest tym samym, co wcześniej widzieliśmy. Kolejne nawiasy i piramidalne rozgałęzienia budują w naszej pamięci gramatykę na podobieństwo gramatyki języka, porównań czy schematów językowych. Poszczególne metody czy - jak można by je nazwać - strategie widzenia są niczym alfabet, którym się posługujemy chcąc przekazać jakąś treść (33). Język ten utrwalają i doskonale kolportują media i Internet, przekracza on granice kulturowe, staje się ponadczasowy i tym bardziej uniwersalny, im łatwiejszy jest przepływ informacji. Prowadzi do wytworzenia w pamięci kalek czy kanonów widzenia. Kalki te są powszechne, przypomnijmy sobie ile razy widzieliśmy fotografię spracowanych dłoni lub twarzy zoranej zmarszczkami. Niektóre zdarzenia mają wręcz swój przepis: jak przedstawić koszmar wojny i tragedię ofiar? Najlepiej fotografując rozpaczającą matkę z martwym dzieckiem na rękach lub ofiarę z lufą przystawioną do głowy. Każdy z nas widział takich fotografii kilka; do takiej poetyki chętnie odwołuje się fotografia prasowa (jej ukoronowaniem jest coroczna wystawa World Press Photo, na której znakomicie widać pewne kanony patrzenia). Wówczas doznajemy czegoś w rodzaju déja vu, wydaje się nam, że ten obraz rozpoznajemy. Owszem, taki sam, lecz nie ten sam.

niedziela, 14 marca 2010, ichweissnicht

Polecane wpisy

  • Gra w rynek sztuki

    Hubert Czerepok i Peter Niemann Hubert Czerepok, Sebastian Menedez, Survivors of the White Cube, 2003 Peter Niemann, Kunstmarkt Spiel

  • W zbożu

    Pawel Althamer i Milenko Matanovic Pawel Althamer, Ścieżka, 2007, Skulpture Projekte Münster, źródło fot. http://www.culture.pl/en/culture/artykuly/os_althamer_

  • Takie rzeczy - przypisy

    Przypisy: 1) Ustalanie hierarchii pierwszeństwa było uzasadnione w historii sztuki, choć i wówczas pomijano wiele zjawisk. Przykładem może być "wynalezienie" a